Zasnąłem za kierownicą, czyli jak dostałem drugie życie

10
Udostępnij:

Na zawsze zapamiętam słowa pielęgniarki, która opatrywała mnie po przyjeździe do szpitala: „Od dziś może Pan obchodzić swoje urodziny dwa razy do roku”. Do napisania tego tekstu skłonił mnie wczorajszy wpis jednego z wykopowych Mirków Moje kilka sekund od najgorszego. Pół roku temu, dokładnie 3.10.2016 r. zasnąłem za kierownicą i uległem wypadkowi, który mógł zakończyć się tragicznie. Skończyło się kasacją samochodu, a ja mogę teraz opowiedzieć jak dostałem drugie życie i zaapelować: mówcie bliskim jak bardzo ich kochacie (NAWET W TEJ CHWILI!).

Zaśnięcie za kółkiem

Zasnąłem za kierownicą

Zasnąłem za kierownicą

To był deszczowy poniedziałek. Wstałem po 9 godzinach snu, zjadłem śniadanie, standardowo – wypiłem mocną kawę i ruszyłem w trasę. Całe 50 minut drogi z Torunia do Bydgoszczy. Początkowo nic nie wskazywało na to, że za pół godziny będę w sytuacji, w której na szali postawione będzie całe moje życie. Ale z każdą kolejną minutą przychodziło coraz większe znużenie. Kto jeździ samochodem okazjonalnie, tylko do pracy, nie dłużej niż 20 minut prawdopodobnie nie zrozumie. Czułem to dość mocno, ba, oko przymknęło mi się dwa razy, ale – niestety – zlekceważyłem. Pomyślałem: „Przecież za 20 minut będę u celu, bez sensu się zatrzymywać, dam radę”. Niestety – nie dałem rady. Za trzecim razem obudziłem się zjeżdżając do rowu za przeciwległym pasem. Chwilę później uderzyłem czołowo w drzewo.

Egoizm, który zabija

Mówi się, że egoizm wychodzi z mężczyzny dopiero pół godziny po śmierci. I zazwyczaj traktujemy tę naszą ludzką wadę jako coś z czym można żyć. Coś co przeszkadza w miłości, coś co odbiera nam życie. Tego dnia, przez mój egoizm, mogłem odebrać życie nie tylko sobie, ale komuś innemu. Co by było gdyby na ruchliwej DK-80 po przeciwległym pasie jechały inne samochody? Tylko z powodu mojego: „dam radę”. Z powodu mojego: „dam radę” Monia mogła zostać wdową, a Adaś sierotą. A ja „tylko” zasnąłem za kierownicą… Pamiętam jak przez cały kolejny tydzień byłem „przyklejony” do moich Skarbów. 🙂 Cieszyliśmy się każdą chwilą spędzoną razem. Ta sytuacja mocno przewartościowała naszą ówczesną gonitwę – próby złapania wielu srok, kończące się mijaniem, niemiłością, brakiem radości życia. Tragedia okazała się błogosławieństwem. Nie chcę nawet myśleć o sytuacji, w której wychodzę z domu niepogodzony z Monią i ta historia kończy się inaczej

Chcesz powiedzieć komuś, jak bardzo go kochasz? Zrób to w tej chwili!

Pamiętam telefon do Moni chwilę po zdarzeniu. Byłem w totalnym szoku pourazowym i powiedziałem coś w stylu: „Miałem wypadek, zasnąłem za kierownicą, uderzyłem w drzewo, nic mi nie jest, kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię!„. Faktycznie – dla mojego zdrowia nie stało się nic, poza stłuczeniem kolana (goiło się tydzień), i palca u lewej ręki (efekt uderzenia przez lusterko boczne, które wpadło przez szybę – po drodze zahaczyłem nim o inne drzewo). Prawie żadnych śladów na ciele, choć środek samochodu w „cukrze” z szyb. Ktoś powie: „ot, dobry samochód” i będzie to prawda. Ale kupiona dwa lata wcześniej Kia Ceed’ SW (polecamy za darmo! 😉 ) została przez nas wybrana głównie dlatego, że kolega określił tę markę jako bardzo bezpieczną – sam był wtedy tydzień po podobnej kolizji. Ja jednak przekonuję się, że to zdarzenie było znakiem z wysoka. Znakiem wielkiej miłości, którą zostałem obdarowany. Ja i cała moja rodzina.

Rodzinka w komplecie

Bóg jest dobry

Kiedy Monia zobaczyła jak wyglądam chciała mi przyłożyć (haha) – w zasadzie nie było po mnie widać, że miałem jakikolwiek wypadek, w dodatku po kilku godzinach spędzonych w szpitalu, kiedy pierwsze emocje zdążyły opaść, uśmiechnięty cieszyłem się, że widzę moją rodzinę. Wystarczyło jednak pojechać do miejsca, gdzie przetransportowano samochód i przekonałem się, że naprawdę mnie kocha (śmiech). 😉 Rozpłakała się i padliśmy sobie w ramiona. Po prostu. Jak w filmie. 😉 Dziękowaliśmy Bogu, że nas ocalił. Kolejny raz. W tym miejscu nie sposób nie napisać o pewnym zdarzeniu, które z dla człowieka wierzącego po prostu znakiem. 🙂 Czasem modlę się brewiarzem, w każdym razie nieregularnie, a w tamtym okresie wręcz bardzo rzadko. Tamtego wieczoru otworzyłem jednak kompletę, tam „czekał na mnie” Psalm 91 a w nim werset 11, który – jak się domyślacie – przylgnął do mnie na stałe.

Kia do kasacji

Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)