Nierozerwalni, czyli dlaczego krzyż jest boski [WYWIAD]

0
Udostępnij:

Znacie nas nie od dziś (jeśli ktoś tutaj jest dzisiaj pierwszy raz, niech da znać w komentarzu! :D), więc wiecie, że głęboko wierzymy w to, że rodzina jest tylko wtedy, kiedy chcemy ciągle na nowo stwarzać i utrwalać wspólnotę kochających się wzajemnie osób, które wspólnie idą poprzez radości i trudy codzienności. Dlatego dołączyliśmy do kampanii Nierozerwalni i daliśmy się na tę okoliczność przepytać. Niby to co zawsze gadamy, ale jednak troszkę inaczej. Enjoy! 🙂

Witajcie! Teraz jesteście szczęśliwym małżeństwem, macie dwójkę ślicznych dzieci i dzielicie się tym wszystkim w internecie. Ale jak to się wszystko zaczęło? Jak się poznaliście?

Marcin: Ona wpada na niego na stoku… i żyli długo i szczęśliwie, aż do pierwszego kryzysu (śmiech). Poznaliśmy się 6 lat temu na wyjeździe snowboardowym i myślę, że ta nasza wspólna pasja to jest to coś, co nas jako pierwsze ku sobie pociągnęło.

Monika: Po kilku miesiącach naszej znajomości, jak to w zakochaniu, wydawało nam się, że znamy się na wylot. Później jest jedno, drugie, trzecie, dziesiąte: „O tym to nie wiedziałam! Gdybym wiedziała, to bym się dalej nie pchała” (śmiech). Jakoś się jednak udało dotrwać do dnia ślubu i pojawiła się myśl, że będzie tylko lepiej. Ktoś, kto jednak jest już w małżeństwie wie, że prawdziwa przygoda dopiero się zaczyna…

Marcin: Kiedyś napisałem, że małżeństwo jest jak góra lodowa. W okresie przygotowań widać tylko jej wierzchołek, kiedy jednak podpływamy bliżej (siebie nawzajem) i schodzimy w głąb (siebie), zaczynamy zachwycać się tym, co jeszcze nieodkryte.

Monika: Albo uciekać (śmiech).

Małżeństwo jest jak góra lodowa. W okresie przygotowań widać tylko jej wierzchołek, kiedy jednak podpływamy bliżej (siebie nawzajem) i schodzimy w głąb (siebie), zaczynamy zachwycać się tym, co jeszcze nieodkryte… albo uciekać.

Marcin: No właśnie, bardzo łatwo zwiać. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi. Potomkami pierwszego uciekiniera w dziejach ludzkości – Adama. I nie chodzi wcale o rozwodzenie się (Boże, zachowaj!), ale po prostu życie obok siebie, zamiast ze sobą. Warto przypominać sobie ciągle na nowo, co ślubowaliśmy i… starać się tym żyć.

Monika: Tak było na początku, tak jest i teraz – mój mąż nie odpowiada na pytania, tylko opowiada o czym chce (śmiech). Ale wracając do meritum, i to jest to o czym mówi Marcin, chcemy, żeby każdy dzień był jak „początek”. Chcemy siebie ciągle na nowo odkrywać. Także po 3,5 roku od naszego „tak”, mamy wrażenie, że ciągle jesteśmy na początku!

Dokończcie zdanie: Małżeństwo jest… Co przez to rozumiecie?

Monika: Boskie!

Marcin: Krzyżem! Kto zna nasze konto instagramowe, ten wie, że Monia ma tendencję do przedstawiania rzeczywistości w jaśniejszych odcieniach. Ja wręcz przeciwnie (śmiech). Tak naprawdę to jedno i drugie. Jan Paweł II mówił: „Miłości bez krzyża nie znajdziecie, a krzyża bez miłości nie uniesiecie”. Tak to właśnie jest.

Monika: Małżeństwo jest dla mnie najwspanialszym sposobem na życie.

Jaki jest Waszym zdaniem przepis na udane małżeństwo? 

Marcin: Kochać i być kochanym. Tzn. stale ćwiczyć się w okazywaniu miłości i, chyba co ważniejsze i trudniejsze zarazem, w jej przyjmowaniu (bo to czasem boli). Bez tego daleko nie zajedziemy.

Monika: Miłość traktować jako służbę. To może brzmi w dzisiejszym świecie strasznie, ale wynika jedynie z niezrozumienia istoty miłości małżeńskiej. Co nie znaczy, że nie jest trudne, bo w tym codziennym kochaniu z jednej strony trzeba uważać, żeby ta służba nie przerodziła się w usługiwanie (uległość), a z drugiej żeby np. z powodu braku wzajemności nie dać pożywki dla agresji.

Marcin: Robić tylko to, co uszczęśliwia żonę (w drugą stronę oczywiście też). Może kiedyś dożyję, dorosnę, dojrzeję do tego (śmiech).

Co się zmieniło w waszej relacji i życiu, kiedy pojawiły się dzieci?

Marcin: Śpię na skraju łóżka (śmiech). Egoizm znika z naszego domu wprost proporcjonalnie do pojawiania się kolejnych dzieci. To bardzo ciekawe, ale kiedy człowiek przypomni sobie dzień ślubu, to wydaje mu się, że nie można kochać bardziej. Później rodzi się pierwsze dziecko i człowiek musi zacząć układać misternie ułożony życiowy domek z kart od nowa. Uważam, że dzieci to naprawdę najpiękniejsze, co można otrzymać w darze. Odkrywam to, ciągle dorastając do ojcostwa – to dopiero życiowa przygoda!

Małżeństwo jest dla mnie najwspanialszym sposobem na życie.

Monika: Ja zawsze powtarzam, że miłość rośnie, kiedy się ją dzieli, ale serce jest niepodzielne i im więcej bliskich do kochania, tym jest ono większe. Także z jednej strony nie mamy z Marcinem tyle czasu dla siebie, ale ten wspólny czas jest wyciskany jak cytryna, w domu jest ciągły raban, ale też nieustanna radość, permanentne zmęczenie, ale z drugiej strony, to nie droga jest trudna, to trudności są drogą. W każdym razie, jeśli coś się zmieniło w naszym życiu i w małżeństwie, to tylko na lepsze!

Jaką jedną myśl chcielibyście przekazać swoim dzieciom, aby dobrze wyposażyć je na szczęśliwe życie?

Marcin: Chcielibyśmy, żeby nasze dzieci były wolne. Wolne do własnych wyborów, wolne do kochania, wolne do życia. Bez tego, bardzo ciężko spotkać miłość.

Monika: Wierzymy, że najlepsze co możemy im dać to tylko miłość. Przekonujemy się, że można to zrobić tylko w jeden sposób: przykład, a nie wykład.

No dobrze, to teraz czas wolny. Jak najchętniej spędzacie czas całą rodziną? Co wtedy robicie?

Monika: W podróży!

Marcin: Śpiewamy!

Monika: Dzieci są jeszcze na tyle małe, że każdy moment, kiedy spędzamy czas razem jest najlepszy. Rysowanie, czytanie, śpiewy, tańce, klocki, słowem: wszystko jest najlepsze, kiedy jesteśmy razem!

Marcin: Obecność. To coś, czego się uczymy. Bo nawet będąc fizycznie w tym samym pomieszczeniu możemy nie być z drugim. Aha! No właśnie! Komórki do wyrzucenia, albo chociaż do drugiego pokoju.

Jakie macie sposoby na radzenie sobie z konfliktami w życiu rodzinnym?

Monika: Nie będziemy oryginalni, kiedy powiemy, że naszymi sposobami na konflikty są rozmowa, modlitwa, cierpliwość, które naturalnie przechodzą w bliskość, jedność. Żeby coś takiego zaistniało, ktoś musi zrobić pierwszy krok. To trudne, ale bez tego nic się nie uda.

Niestety, jesteśmy tylko ludźmi. Potomkami pierwszego uciekiniera w dziejach ludzkości – Adama. 

Marcin: Pierwszy krok i ostatnie słowo (śmiech). Mówię o sobie, bo żebym mógł wypowiedzieć sakramentalne „masz rację, Kochanie” muszę się niejednokrotnie naczekać.

W jaki sposób budujecie więzi między sobą w Waszej rodzinie?

Monika: Myślę, że kluczem jest przyjęcie każdego dnia jako daru. Wdzięczność jest kluczem do szczęścia. Trzeba uczyć się nie rozpamiętywać tego, co było, nie zastanawiać się nieustannie, co będzie, tylko dziękować za wszystko co jest.

Marcin: Monia dba o nasze ognisko domowe, ja staram się nie gasić tego żaru rodzinnej, domowej atmosfery (śmiech). Tak naprawdę, żeby powstała więź i żeby jej nie nadwątlać, trzeba się spotykać. Wbrew pozorom nie jest trudno „się minąć”. Można być ze sobą 24/7 pod jednym dachem i nie będzie to miało niczego wspólnego z budowaniem jakiejkolwiek relacji. No i trzeba chwalić żonę za pyszne ciasta (śmiech)!

Co lubisz najbardziej w Waszej rodzinie? Co Was cieszy, z czego jesteście dumni?

Marcin: Najbardziej lubię moją żonę!

Monika: Zatem nie mogę odpowiedzieć inaczej: najbardziej lubię mojego pantofla (śmiech). Cieszy mnie widok śpiących męża i dzieci o poranku i to, że nam naprawdę na sobie zależy. Kochać i być kochanym – to wielka radość! Jestem dumna z dzieci i ich postępów.

Żeby w małżeństwie powstała więź, trzeba się spotykać i… chwalić żonę za pyszne ciasta!

Marcin: Ja najbardziej lubię to, że ta rodzina po prostu jest. Spotykamy na swojej drodze wielu ludzi, którzy pragną, by tę rodzinę założyć. Wewnętrznie czują się powołani do życia w małżeństwie, rodzinie, a jednak z różnych przyczyn, do tego nie dochodzi. Nie mówiąc o pladze rozwodów. To są prawdziwe życiowe tragedie. Dlatego, chcemy życzyć wszystkim pragnącym życia w małżeństwach, rodzinach, aby te ich marzenia zostały spełnione!

Czy macie jakieś własne, wyjątkowe tradycje rodzinne, swoje zwyczaje? Jeśli tak, jakie?

Marcin: Nie wiem, czy jest to coś wyjątkowego, ale często okazujemy sobie czułość, tulimy się, błogosławimy sobie, tańczymy i wygłupiamy.

Monika: Mamy taki zwyczaj, że wszyscy tulimy się razem i wołamy: „Rodzinkaaa!”. Staramy się angażować dzieci we wszystko to, w co mogą się zaangażować jeśli chodzi o dom.

Marcin: I jeśli to tylko możliwe, spotykamy się razem przy stole. Jesteśmy przekonani, że właśnie przy stole i tylko przy stole można zbudować miłość, rodzinę, dom przez duże D.

Wspaniale. To jeszcze pytanie na koniec: Dlaczego bierzecie udział w Kampanii „#Nierozerwalni”?

Marcin: Bo od jakiegoś czasu jesteśmy podobno ludźmi wpływowymi (śmiech). Ta kampania mówi o rodzinie, o miłości. Mamy wrażenie, że otaczający nasz świat mocno zdewaluował to pojęcie. Miłość jest odmieniona przez wszystkie możliwe przypadki, przez co rozcieńczona, jałowa, mało znacząca. Zwykło się sądzić, że ta przez wielkie “M” zdarza się tylko w filmach, albo, co gorsze, jest czymś tak niedostępnym i utopijnym, że w ogóle nie istnieje.

Monika: Nie mówiąc o tym, że młodzi ludzie często utożsamiają ją z uczuciem (nie czuję = nie ma). Otóż nie! Miłość to nie skarpeta – nie zawsze się ją czuje (śmiech).

Marcin: Tymczasem prawdziwa Miłość wymaga odwagi, wysiłku, rezygnacji z własnych wyobrażeń i ciągłego przebaczania, bo niestety – jesteśmy tylko ludźmi, ale miłość „zdarza się” częściej, niż nam się wydaje! Jesteśmy w małżeństwie, a dzisiaj już w rodzinie, bo to nasza droga do poznania siebie, do spotkania z drugim człowiekiem i wreszcie do nauczenia się jak kochać. Co więcej, jest to tak fantastyczna przygoda życiowa, że nie możemy o niej nie mówić!

Teledysk do kampanii #Nierozerwalni

Wywiad ukazał się pierwotnie na stronie kampanii Nierozerwalni.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o