Nie ma Boga? Zacznij pragnąć! Czyli jak przeżyć Adwent :)

0
Udostępnij:

Rok temu o tej porze moje życie duchowe spowiły gąszcza niepewności, tęsknoty, niemocy. Nie potrafiłem się modlić, nie potrafiłem kochać, byłem bliski rozpaczy. Dzisiaj wiem, że Bóg w tej swoistej próbie czekał na rozpalenie we mnie pragnienia ponownej bliskości z Nim. Dzisiaj rozpoczyna się adwent – czas oczekiwania na Jego przyjście. Nie tylko to w pamiątce Jego narodzin, nawet nie tylko w paruzji, ale również – a może przede wszystkim – w Jego przychodzeniu do naszych serc w codzienności, pośród mroku niewiary, braku nadziei, nadwątlonego promyka miłości. 🙂 Chodzi o to, byśmy przestali w końcu biadolić, powtarzając, że co prawda wierzymy, ale w naszym życiu nie ma Boga, tylko podjęli trud wejścia z Nim w osobistą, bardzo bliską relację. 🙂

Nie ma Boga

Wojciech Czwichocki OP, komentując dzisiejszą ewangelię, napisał kiedyś, że bardzo często człowiek ma wrażenie, że błąka się po wielkim (i PUSTYM) domu, który Bóg nam zostawił, wyjeżdżając w daleką podróż (por. Mk 13,33-37). I zaczyna zadawać pytania. Czy Bóg w ogóle kiedykolwiek rzeczywiście tu był? Czy jest szansa, że powróci kiedyś (a jeśli ma taki zamiar, to w sumie dobrze by było, żeby to jeszcze nie nastąpiło)? Skoro to Jego dom, to skąd tutaj tyle zła? Jak długo jeszcze mamy czekać, aż minie nasze cierpienie (w końcu w niebie go nie będzie)?

Ostatecznie bardzo dobrze, jeśli człowiek w tym zabłąkaniu nie przestaje powyższych pytań zadawać. Bo dopóki pytamy, dopóty kroczymy drogą wiary. Dramat człowieka zaczyna się wtedy, kiedy od tych pytań ucieka. Kiedy codzienność przykrywa resztki pragnień…

nie ma Boga

Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. 1 J 4,20

Zobaczyć bliźniego

Dominikanie we wspólnotowej modlitwie stają na przeciwko siebie. Kiedyś abp Ryś komentując ten zwyczaj, mówił że jest w tym coś z ewangelicznej postawy, bo „jeśli nie zobaczysz Chrystusa w gębie swojego brata, tym bardziej nie zobaczysz Go w Najświętszym Sakramencie”. Sądzę, że dla chrześcijanina jest to nadrzędny cel przeżywania każdego dnia (prawda?), ale w Adwencie ten aspekt należy jeszcze mocniej zaakcentować. No dobra, wiemy jakie to ciężkie. Kto ma Żonę, ten wie ;), ale przecież właśnie o to chodzi! Trudna ścieżka, jest wiele warta. Tak jest w miłości. Tak jest w każdej relacji. Tak jest – z pozoru banał – w życiu! 🙂

Wyprostować ścieżki

Skoro już o ścieżkach… Rok temu o tej porze moje życie duchowe spowiły gąszcza niepewności, tęsknoty, niemocy. Nie potrafiłem się modlić, nie potrafiłem kochać, byłem bliski rozpaczy. Dzisiaj wiem, że Bóg w tej swoistej próbie czekał na rozpalenie we mnie pragnienia ponownej bliskości z Nim. Czekał, bo ja przez własne złe wybory, presję wewnętrzną i zewnętrzną, rozluźnienie dyscypliny doszedłem do ściany. Duchowej ściany, której nijak nie mogłem przebić. Co więcej im dłużej próbowałem się „do niej dobrać” własnymi siłami, tym bardziej się ich pozbawiałem. Klasyczna „Zosia-samosia”. Znacie to?

Bóg doprowadził mnie do prawdopodobnie najważniejszego Adwentu mojego życia. W tym czasie uzdolnił mnie do oddania części „tylko moich” spraw osobie trzeciej (drugą jest Żona :P). To kierownictwo duchowe pozwoliło mi „wyjść na prostą”, wyprostować ścieżki. Po to bym mógł teraz oczekiwać przyjścia Pana w Was (w tej chwili czytających ten tekst). 🙂 I tu dochodzimy do wielkiej prawdy i jednocześnie tajemnicy, bo jestem przekonany, że gdyby nie wspomniana „ściana”, prawdopodobnie nigdy nie powstałby Początek Wieczności (być może powstałby, ale duuuuużo później). 🙂

Zacznij pragnąć!

Rozpoczyna się adwent – czas oczekiwania na Jego przyjście. Nie tylko przyjście w pamiątce Jego narodzin, nawet nie tylko w paruzji, ale również – a może przede wszystkim – w Jego przychodzeniu do naszych serc w codzienności, pośród mroku niewiary, braku nadziei, nadwątlonego promyka miłości. 🙂 Chodzi o to, byśmy przestali w końcu biadolić, powtarzając, że co prawda wierzymy, ale w naszym życiu nie ma Boga, tylko podjęli trud wejścia z Nim w osobistą, bardzo bliską relację. 🙂 Czego sobie, jak i Wam wszystkim życzymy!

Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)