Dlaczego wybrałem Monikę, czyli mój pierścionek zaręczynowy

28
Udostępnij:

Zanim ktokolwiek oburzy się na tytuł wpisu, wymyśliłem go tylko na potrzeby poniższego tekstu, bowiem też jestem zdania, że to kobieta wybiera mężczyznę. Co najmniej do drugiej randki włącznie. 😉

 

Wracając do pierścionka…
Mój, bo zanim wręczyłem go Moni, musiał się „urodzić” (w sensie: jak ma wyglądać) w mojej wyobraźni.
Mój, bo akurat przy zaręczynach kobieta do momentu wypowiedzenia „tak” (lub nie) jest li tylko stroną bierną.
Mój, bo ten kawałek szlachetnego skądinąd metalu zmienił bardzo dużo w moim dotychczasowym, kawalerskim życiu.

Parafrazując Tolkiena:

„Jeden, by wszystkimi emocjami rządzić, jeden, by wszystkie sekrety odnaleźć,
Jeden, by wszystkie słabości zgromadzić i w ciemności przed ślubem związać”.

Jak uklęknąć podczas zaręczyn?

Dziś mija 3 lata od dnia, w którym kupiłem mojej dziewczynie – za dużo mniej niż miesięczną pensję (przy okazji: o finansowaniu ślubu napiszemy kiedyś w oddzielnym wpisie) – świecidełko, dzięki któremu mogłem ogłosić światu: jestem Jej Narzeczonym. Pierścionek Zaręczynowy – przedmiot uprawniający do zapytania Rodziców przyszłej Panny Młodej o Jej rękę. Swoją drogą, długo zastanawiałem się czy faktycznie najpierw nie zapytać moich Teściów o zgodę, ale biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, oficjalnie poprosiłem już po naszym powrocie z Francji. No właśnie, kto oglądał vloga o naszych zaręczynach, ten mniej więcej wie, jak wyglądał czas na kilka dni przed i sam przebieg jednej z najważniejszych chwil w naszym wspólnym życiu. Natomiast nie o tym chciałem… Ten wpis ma być o decyzji. O najważniejszej decyzji w moim życiu.

Decyzje, które mają znaczenie

To wręcz niewiarygodne, ale w ciągu całego życia człowiek podejmuje kilka milionów decyzji (oczywiście większość nieuświadomionych). Od tych codziennych: o której wstać, co zjeść, w co się ubrać, gdzie zaparkować, do kogo się odezwać, jak spędzić czas wolny. Poprzez mające znaczenie w średnim okresie czasu: rodzaj butów, wybór operatora sieci komórkowej, zakup komputera. Na fundamentalnych kończąc: co studiować, jak zarabiać, czy wreszcie jak przeżyć życie.

Trudno nie rozszerzyć tego ostatniego pytania o: „i z kim?”. Z kim przeżyć tę wielką, romantyczną miłość? Istnieje powszechne (sic!) przekonanie, że „gdzieś jest lecz niewiadomo gdzie” nasza druga połówka. Ktoś zapisany w gwiazdach, rycerz na białym koniu, kobieta idealna, pokrewna dusza, etc. Z moich osobistych obserwacji wynika, że tego typu patrzenie jest domeną osób niedojrzałych. Zarówno kobiet, jak i mężczyzn, niezależnie od wieku. Kropka. W każdym razie ludzi, którzy nie dojrzeli do tego, by wziąć i pokochać wszelkiego rodzaju niedoskonałości „tej drugiej osoby”.

Wracając do drugiej połówki, to z mojego niezbyt chlubnego doświadczenia życiowego wynika, że jest to więcej niż „nic” (Co to jest nic? Pół litra na dwóch), ale nic więcej. Mężczyzna nie jest kobietą (i vice versa, Bogu dzięki!), żeby jakkolwiek wpasować się w ramy „brakującej części układanki”, ani kobieta nie jest lekiem na całe zło, które w mężczyźnie siedzi (jw.). Zgoda, jesteśmy skonstruowani do życia razem, stąd małżeństwo, ale bajanie o „przeznaczonych sobie puzlach” odbija się od prozy życia tak często, jak często nie opuszczałem deski, kiedy poznawałem Monikę. No właśnie, w tej chwili się to nie zdarza. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że dostałem od Duravitu jej „japońską” wersję.

Zatem dlaczego? Ano dlatego, że z tak prostym jak budowa cepa zadaniem, nawet średnio rozgarnięty mężczyzna jak ja, poradził sobie w kilka lat. Powtórzę: W KILKA LAT. Ale była to moja decyzja podyktowana dobrem mojej wtedy jeszcze nie-małżonki. Podobne decyzje podejmowałem, goląc niedawno nie do końca zaakceptowaną brodę, pokonując na początku naszej znajomości w ciągu doby przeszło 800 kilometrów, by przytulić gdy było źle, czy przeprowadzając się na stałe do Torunia.

My mężczyźni już tak mamy

Przyznaję, co chwilę łapię się na tym, że w codzienności nie skupiam się na błahostkach (cóż, jak to mężczyzna, sięgam gdzie wzrok nie sięga), a przecież na tych – z pozoru nieistotnych decyzjach – opiera się nasze życie. To że  wstanę 10 minut wcześniej, by zrobić śniadanie, to że ja przewinę Adasia, to że – nieponaglany – przykręcę uchwyt w szafce (no właśnie – dzięki za przypomnienie! :P), czy z własnej inicjatywy wyczyszczę podłogę, to właśnie jest wielka miłość, odnajdowanie drugiej połówki, idealne życie!

Z decyzjami jest też tak, że ludzie (mam wrażenie, że w obecnych czasach zdecydowana większość, nie wyłączając mnie samego) mają tak silnie zakorzenioną potrzebę poczucia bezpieczeństwa (strefa komfortu się kłania), że podczas podejmowania decyzji nie kierują się tym, co mogliby zyskać, ale przewidywaniem, ile mogą stracić (sic!). Sądzę, że właśnie dlatego pada pytanie zawarte w tytule. Literalnie kilka osób zadało podobne pod naszymi filmami: „dlaczego wybrałeś Monikę?”, „skąd wiedziałeś, że to Ta Jedyna? – to był zresztą powód do popełnienia tego tekstu.

Zatem skąd miałem pewność, że Monika?

Odpowiadam: NIE MIAŁEM.

Żeglarz

Nikt nie ma takiej pewności. Kto mówi, że ma, albo nie wie co mówi, albo niedawno się zakochał. 😉 Z podjęciem decyzji o małżeństwie jest tak, jak z żeglarzem, który aktywnie szuka wiatru, by wypłynąć na nieznane wody. On wie, że choć niebezpieczeństwo jest o wiele większe niż na flaucie, tam gdzie jeszcze nie był, czeka go przygoda.

Moja przygoda nie zakończyła się z chwilą wręczenia pierścionka zaręczynowego. Co ważne, nigdy nie traktowałem (chyba, że w żartach) tego faktu, jako czegoś nieodwoływalnego. To raczej normalne, że dopiero przysięga małżeńska (a nie zamówiony tort i opłacony zespół weselny) jest pieczęcią, której ani ja, ani Monia nie myślimy zrywać. Choć przez te niespełna dwa lata, pod wpływem emocji różne rzeczy zdarzało się palnąć i nie zawsze jest wola do wypowiedzenia sakramentalnych: „przepraszam” i „wybaczam”, jakoś to trzeba przełknąć i broń Boże nie przestawać wiosłować, wszak jeszcze wiele oceanów do przepłynięcia przed nami!

Wracając do flauty, cóż, dla tych, którzy tam z własnej woli utknęli i nie mają zamiaru się ruszyć, zawsze możecie powędkować… 😉




Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)

  • Monika

    Z poczuciem humoru, lekko i na temat! 😉 Zmieniłabym tylko kolor tekstu z linkami – jasny i przez to mało czytelny w tekście! 🙂 Pozdrawiam Was ciepło!

    • Marcin Gomułka

      Będzie zmiana! Dzięki! Odpozdrawiamy! 😉

  • Marcin Gomułka

    Dzięki za feedback! 🙂

  • Cieszę się, że niedawno Was odnalazłam w sieci. Tak wielkiego dobra i inspiracji do stawania się lepszą osobą nie spotkałam nigdy wcześniej. Dziękuję Wam 🙂

    • Marcin Gomułka

      Cieszymy się i my! 🙂

  • Iwona Anna

    w końcu się doczekałam! brawo! żartobliwie ale i prawdziwie 🙂

    • Marcin Gomułka

      Dzięki! 😉

  • Anna Gabryś

    Fantastycznie,że się udało ,że już tu jesteście. Serdecznie Wam kibicuję. Marcinie, jak to miło widzieć dawnego ucznia tak szczęśliwego i spełnionego 🙂 Wszelkich najlepszości moc dla Całej Waszej Trójki !!!

    • Marcin Gomułka

      Dziękuję, Pani Aniu! Wszystkiego dobrego! 🙂

  • Gabriela Moćko

    Oglądałam Wasz ślub, piękne świadectwo i nadal Was oglądam w filmikach, a teraz ten blog. Ważna jest dla Was przysięga małżeńska, jest pieczęcią, której nie myślicie zrywać, to tak jak z moim wieloletnim małżeństwem. Życzę Wam pięknych dni, miesięcy, lat i tak do końca, niech Wam Bóg błogosławi. Pokazujcie dużo świadectwa, oby takich małż
    eństw było jak najwięcej. Z przyjemnością będę czytała Wasz blog. Pozdrawiam 🙂

    • Marcin Gomułka

      Pani Gabrielo, dziękujemy! 🙂

  • No to wszystkiego najlepszego na poczatku blogowania 🙂

    • Marcin Gomułka

      Dzięki, Karo! 🙂

  • Adriana Hapka

    Pierwszy blog a ja już nie mogę łez zatrzymać , powodzenia w pisaniu dalszych ,,opowiadań” . 🙂

    • Marcin Gomułka

      Mam nadzieję, że to były łzy niespowodowane smutkiem… 😉

      • Adriana Hapka

        Nie, to były łzy spowodowane wzruszeniem ❤️
        17.03.2017 8:27 PM „Disqus” napisał(a):

      • Adriana Hapka

        To były łzy wzruszenia 🙂 Pozdrawiam cieplutko , macie przesłodkiego synka 🙂

  • Marcin Gomułka

    Daj Boże, że kiedyś się spotkamy. 🙂

  • Aneta

    Popłakałam się … jesteście wspaniali … i to szczęście bijące od Was jest porażające oczywiście pozytywnie.

  • Gabriela

    Ja jestem prawie 2 miesiące po zaręczynach i wcale nie jestem na 100% pewna czy to „ten jedyny”. Małżeństwo to poważna decyzja, więc wolę się nie spieszyć niż potem żałować.

    Mam nadzieję, że nie traktujesz dzielenia obowiązków domowych i rodzicielskich jako coś za co należy Ci się pochwała Marcinie. Niestety dalej żony mówią mężowi „dziękuję” gdy on przewija dziecko, gdy zmywa podlogę – jakby to było jakieś wychodzenie poza swoje obowiązki czy wyręczanie żony z jej obowiązków. Jakoś nigdy nie słyszałam żeby mąż dziękował żonie że przewinęła ich wspólne dziecko…
    Oczywiście możliwe, że zanadto interpretuję pewien fragment tekstu, i wcale nie jest tak źle jak zakładam.
    Ale szczerze mówiąc jest to jeden z powodów, dla którego nie jestem entuzjastycznie nastawiona do małżeństwa – niestety obserwując małżeństwa wokół mnie zauważam, że mężczyźni bardzo często traktują swoje żony jak połączenie matki i służącej… Przykre to i zniechęcające.

    • Marcin Gomułka

      To prawda. 🙂 W sensie z traktowaniem kobiety jak matki i służącej u wielu mężczyzn. Ale stanę tutaj w ich obronie – nie jest tak, że „ci źli mężczyźni” sami z siebie tak robią. Wszyscy otrzymujemy pewne wzorce, nasiąkamy nimi. 🙂 Jestem jednak w tej szczęśliwej grupie mężczyzn (i naprawdę, nie jest to moja zasługa), którzy mają świadomość swoich słabości, starają się nad nimi pracować, by ODKRYWAĆ pełnię radości ze współuczestnictwa w życiu rodziny, domu, czy po prostu mojej Kochanej Żony. 🙂

      Co do pochwał, to muszę wyprowadzić Cię, Gabrielo, młoda Narzeczono, z błędu. Otóż im szybciej zaczniesz dziękować i chwalić swojego przyszłego męża za wszystkie „rzeczy, które powinien zrobić bez mrugnięcia okiem”, tym szybciej Wasza relacja będzie się rozwijać, wzrastać. 🙂 To naprawdę jest proste, a nam mężczyznom, jak powietrze potrzebne. 😉 Pozdrawiamy!

  • Patrycja

    Jesteście cudowni :* <3 Bije od Was tyle ciepła, radości, a przede wszystkim miłości i szanowania małżeństwa. A Bóg obecny jest w waszym życiu cały czas, nie odstępuje Wam na krok. 🙂 :* :*

  • kobieta.

    Zdecydowanie lepiej wychodzi wam mówienie do kamery niż pisanie bloga 😉

    • Marcin Gomułka

      Dziękujemy za szczerość. 🙂

  • Niby pierścionek to takie „jeszcze nic na pewno”, a jednak stawia związek w innym świetle, a otoczenie zaczyna go traktować poważniej 🙂

  • Piękny post, piękna miłość 🙂 sami nie mamy pewności przy zaręczynach, a jest przecież jeszcze druga osoba, której musimy zaufać 🙂 gratulacje pięknego związku! W wolnej chwili zapraszam do siebie 🙂

  • W bardzo racjonalny sposób podszedłeś w tym tekście do miłości, partnerki oraz decyzji o zaręczynach co tym bardziej potwierdza, że Wasze uczucie jest prawdziwe. W tej całej „racjonalności” i zdrowego podejścia do życia nie brak Wam romantyzmu 🙂 Gratuluję 🙂

  • Piękny pierścionek! <3 gratulujemy zaręczyn, a podczas organizacji ślubu i wesela zapraszamy na http://www.gdziewesele.pl/ może będziemy mogli w czymś pomóc! 🙂