Mój chłopak ma problem z alkoholem

4
Udostępnij:

Mój chłopak ma problem z alkoholem. Ileż razy tego typu tekst czytaliśmy w wiadomościach, które do nas piszecie… Cóż, po piątkowym filmie, przynajmniej wiecie, że ani wstyd nie jest większy od proszenia o pomoc (i jej udzielania), i bardzo nas cieszy, że macie odwagę dzielić się tak osobistymi sprawami, ani to nie dotyka tych, którzy uchodzą za „wzór cnót wszelakich”, jak lubicie nas postrzegać. 😉 Każdy ma jednak swoją własną historię życia i ostatecznie najważniejsze jest, by dać się porwać miłości, która uzdrawia! 🙂

Tekst ten dedykujemy wszystkim, którzy zaprzeczają, że potrzebują jakiegokolwiek uzdrowienia.

Menel, pijak, „mnie to nie dotyczy”

Zacznijmy od tego, że alkoholik kojarzy nam się z najczęściej z “menelem”, który pije alkohol dzień w dzień, gdzieś pod płotem. W gruncie rzeczy taki alkoholizm zdarza się bardzo rzadko. Zazwyczaj pijący nałogowo to ludzie z “poukładanym” życiem, często majętni i dobrze postrzegani przez społeczeństwo. W zasadzie ludzie “tacy, jak my”. Mają jednak kilka cech, które są swego rodzaju lampką kontrolną.

1. Alkoholik może nawet kilka tygodni, czy miesiący nie pić, ale nie wyobraża sobie weekendu/uroczystości/imprezy bez alkoholu.
2. Alkoholik tak naprawdę nie potrafi bawić się bez alkoholu. Alkohol to wyzwalacz.
3. Alkoholik szuka okazji do świętowania albo tak je dobiera, żeby można było się więcej/lepiej/skuteczniej napić.
4. Alkoholik zaprzecza albo nawet nie zdaje sobie sprawy z wagi problemu, który ma.

Pamiętajmy, że nie można utożsamiać terminu „alkoholizm” tylko i wyłącznie z krańcowym stadium tej choroby. Co powiecie na to, że nawet kilkuletnie dziecko, obserwując w domu wzorzec rodzica pijącego „piwko po pracy” może zachorować?

Słów kilka o C2H5OH

Choć alkohol etylowy nie jest najbardziej toksyczną ze wszystkich znanych ludziom trucizn, sieje w naszym społeczeństwie jedno z największych spustoszeń, gdyż przez lata na upijanie się, aż do krańcowej formy degeneracji i upodlenia, istniało, a w niektórych kręgach nadal istnieje całkowite społeczne przyzwolenie. Społeczna hipokryzja w tym względzie to przejaw tzw. „odwrócenia wartości”. Tam, gdzie istnieje konieczność reakcji (podobnie rzecz ma się z pornografią) nie tylko się nie reaguje, ale wręcz przyzwala się i promuje (działy marketingu koncernów produkujących alkohol zacierają ręce, bo sprzedaż od wielu lat tylko rośnie).

Warto przypominać, bo jest to swego rodzaju temat tabu, że etanol jest substancją, której nawet najmniejsza ilość oddziałuje negatywnie na ludzki organizm (uzależnia nie tylko psychicznie, ale również fizycznie). Nie istnieje na Ziemi drugi tak skuteczny narkotyk – niektórzy specjaliści twierdzą, że nawet czyste opium nie daje takich rezultatów. Nawet kiedy to piszę, nie do końca w to wierzę – to tylko pokazuje jak wielką siłę oddziaływania ma tzw. „kultura picia”.

Bo im tylko o to chodzi, żebyś sam sobie szkodził

Zastanawiający jest fakt, że dzieci umieją i bawić się i radować na trzeźwo, jak i potrafią cieszyć się z niczego, z samego faktu istnienia. Śmieją się „jak głupi do sera” dlatego, że są! Niesamowite! 🙂 Nam – dorosłym – potrzeba wspomagaczy. Musimy mieć powód, albo „dopalacz”. 🙂 „Jeśli nie staniecie się jak dzieci” w tym kontekście jest bardzo mocne.

A kto z nami nie wypije, niech się pod stół skryje

„Ze mną się nie napijesz?”. Znacie to zawołanie? Ja aż za dobrze. Przez wiele lat byłem w tym zapytaniu zarówno stroną bierną, jak i – co gorsza – czynną. Picie dla picia, udowadnianie „męskości”, wreszcie zamknięty krąg upodlenia. Bez wyjścia, bez nadziei. Nie życzę największemu wrogowi tego, co czułem, gdy po kolejnym „razie” miałem przepraszać Monię. Nie miałem prawa do otrzymania kolejnej szansy. Tylko moja kochana Żona wie, co wtedy czuła.

Zacząłem pić alkohol w wieku kilkunastu lat (ktoś powie „normalka”) i tak naprawdę to było to przekroczenie granicy, której nie powinienem był przekraczać. „Mocna głowa”, „ten to potrafi wypić” były w późniejszych latach jedynie katalizatorem, który pogłębiał moje zniewolenie. Choć piłem w zasadzie jedynie weekendowo, to z perspektywy czasu wiem, że od pewnego momentu przestałem się kontrolować i alkohol stał się nieodłącznym elementem mojego bycia („życiem” oczekiwania na piątek do depresji przedponiedziałkowej nazwać po prostu nie wypada).

Nie piję, bo kocham

Mam świadomość, że to co piszę, w pewnych kręgach może zostać odebrane jako, delikatnie mówiąc, niepopularne. 🙂 Na szczęście są ludzie, którzy rozumieją jak olbrzymią plagą w naszym społeczeństwie jest alkoholizm. Zorganizowali akcję, której mamy przyjemność ambasadorować. 🙂

Chcemy Was zaprosić na wydarzenie, które odbędzie się w Warszawie w najbliższą sobotę, 23 września 2017 r., na Placu Piłsudskiego od 13:30. 🙂 Jeśli ktoś chciałby wesprzeć akcję, udostępniajcie ten post, nasz ostatni film, możecie też w swoich mediach społecznościowych publikować hashtag #niepijebokocham Szczegóły na poniższym plakacie i na stronie akcji. 🙂

Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)

  • Klaudia Kieremkampt

    co sądzicie o ślubie bez alkoholu, chrzcie itd?

    • Marcin Gomułka

      Sądzimy, że ślub bez wina gronowego nie przejdzie. 😉 A na poważnie – o ile alkohol na weselu to raczej coś zwyczajowego, normalnego (nawiasem mówiąc: roztańczone wesela bezalkoholowe to coś pięknego – czapki z głów przed wodzirejami 🙂 ), to proponowanie gościom chrzcin, czy komunii „wódeczki” jest… po prostu słabe. 🙁

      • Klaudia Kieremkampt

        właśnie sądze podobnie, ale niestety moi teściowie raczej nie zgodzą się na chrzest bez „wódeczki”, nie wiem jak to ugryźć 🙂

        Myślałam o weselu bez alkoholu, albo np. tylko z winem, ale i tym razem niestety rodzice zaczną się wtrącać, że raczej tak nie wypada 🙂

        • Tomasz Socha

          A rozcieńczony do 40% śmierdzący, nienadający się do wypicia bez odruchu wymiotnego, silnie toksyczny i narkotyczny spirytus wypada podać? Nigdy tego nie pojmę…
          PS. Jestem ideowym pierwotnym abstynentem od zawsze czyli od 48 lat