Maju cóż zobaczymy dziś? Dzięki, Zbyszku!

„Syn mówi do ojca: – Tato, jak dorosnę, to zostanę muzykiem. Na co ojciec odpowiada: – O nie. Albo jedno, albo drugie”. To jeden z ulubionych dowcipów człowieka, który wstrząsnął moim życiem muzycznym na tyle, by poświęcić mu ten wpis. Szerokiemu gronu publiczności znany z Tańca z Gwiazdami i „Maju cóż zobaczymy dziś”, a tak naprawdę gigant polskiej muzyki (nie tylko rozrywkowej), dżentelmen i artysta przez wielkie A – Zbigniew Wodecki. Głęboko wierzę, że gra już na trąbce, albo skrzypcach w niebiańskiej orkiestrze!

Bajka dla dzieci czy Bach?

Z tymi, którzy odchodzą, a zaznaczyli wyraźny ślad w naszym życiu żegnać się o wiele ciężej. Przecież tak naprawdę nie znałem Zbigniewa Wodeckiego. Ale gdyby nie jego: „Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie” może moje dzieciństwo nie byłoby zaliczone? Nawet gdy o tym pomyślę mam przed oczyma bajkę, która była czymś więcej niż tylko bajką. Była (obok Smerfów) bajką mojego życia. 🙂 Co ciekawe, pochodzi z Japonii, a jej oryginalna nazwa to: Mitsubachi Māya no bōken (całe dorosłe życie myślałem, że to niemiecka bajka)Moja prawdziwa przygoda z twórczością Zbigniewa Wodeckiego rozpoczęła się, gdy na któreś urodziny kupiłem mojemu tacie wywiad-rzekę Wacława Krupińskiego pod dość oczywistą nazwą: „Pszczoła, Bach i skrzypce”. Przepadłem, odkrywając jego muzyczną twórczość. Od tamtego momentu Zbigniewa Wodeckiego zacząłem stawiać w jednym szeregu z największymi.

Wszyscy Zbiga znają i kochają

Zbigniew Wodecki to jeden z niewielu artystów, którego lubili wszyscy. Dosłownie – wszyscy. Ponad podziałami. Nie angażujący się w polityczne spory. Z klasą, opanowany, zawsze w nienagannym acz skromnym stroju. Tak go zapamiętałem. Tak, jak jego złote myśli (tu o angażowaniu się muzyków w politykę):
Jak ktoś ma talent od Boga, to powinien go szlifować. Zająć się ważnymi sprawami. Jak ktoś umie trochę malować, to niech się uczy jeszcze lepiej malować. Jak ktoś świetnie umie grać, to niech pracuje nad tym, by jeszcze lepiej grać. I wtedy będzie mógł spokojnie oglądać to, co się dzieje.

Rodzina najważniejsza (po latach)

To, co zawsze ujmowało mnie w Wodeckim, to jego praktyczne podejście do życia i szczerość. Jako jeden z niewielu – zamiast mamienia komunałami o wielkiej sztuce – otwarcie komunikował to, co myśli. Ujmowało mnie kiedy mówił, że jeździ po całej Polsce z koncertami, bo traktuje to jako pracę zarobkową, z czegoś musi wyżywić rodzinę.

Nie miałem czasu na romanse, bo po pierwsze byłem nieśmiały i zawsze zawstydzony w kontaktach z kobietami. Poza tym byłem skoncentrowany na robieniu kariery i zarabianiu na dom.

Od 18. roku życia jestem non stop w rozjazdach. W domu bywam 1/3 roku. Większa część mojego życia odbywa się gdzieś, ale… codziennie do wszystkich dzwonię. Może to wynik tego, że kiedyś ja, idiota, nie do końca zdawałem sobie sprawę, że za mało czasu poświęcam dzieciom? Miałem 21 lat, a facet powinien mieć dzieci dopiero jak ma 40. Co najmniej! Teraz dopiero po wnukach widzę, ile straciłem.

Jednocześnie z wielką nostalgią wracał do czasów, kiedy muzykę tworzyło się z miłości i dla miłości. Zawsze stając w obronie muzyków, którzy uczą się całe lata w szkołach muzycznych, by skończyć na bezrobociu, chyba że wejdą w świat muzyki rozrywkowej.

To boli, bo to jest tak, jak byśmy kazali Rubensowi wymalować ścianę w kwiatki. To jest refleksja człowieka, który całe swoje dzieciństwo ćwiczył, stał godzinami w kuchni i grał na skrzypcach. Nerwy przesłuchań, dyplomy to dla małego dziecka straszna rzecz. Okazało się to wszystko na nic, bo trzeba się nauczyć się dwóch piosenek i to wystarczy.

Maju cóż zobaczymy dziś

Multiinstrumentalista (wybitny skrzypek), gość który śpiewał Nata „King” Cole’a tak, że gdyby nie „lwia czupryna” i kolor skóry można było odnieść wrażenie, że jesteśmy w jakiejś zadymionej knajpie w Chicago. Kojarzony z Mają i Chałupami, a tak naprawdę nikt jak on na całej polskiej scenie nie potrafił zaczarować swoim aksamitnym głosem. Talent czystej wody. Gdyby urodził się za żelazną kurtyną zdobyłby, jestem pewien, światowy rozgłos, ale wtedy my nie mielibyśmy swojego Zbigniewa Wodeckiego. 🙂

Jeśli są rzeczy, których żałuję, to dziś właśnie tego, że nie udało się wybrać na koncert i usłyszeć Wodeckiego na żywo (było blisko z Mitchami, ale niestety). Porozmawiać, uścisnąć dłoń i podziękować za ten wielki dar, który swoim śpiewem mnie osobiście, ale mam wrażenie, większości Polaków, swoim śpiewem i postawą życiową ofiarował. Pozostają wspomnienia i płyty. Jeśli mogę sobie pozwolić, to sobie pozwalam: Dzięki, Zbyszku, do zobaczenia! Może uda się pożegnać Cię osobiście w Krakowie w tym tygodniu. 🙂

  • Gosia

    Zaskoczyła mnie dziś rano ta wiadomość w radiu, zatkało mnie na chwilę. Nie oglądałam „Tańca z gwiazdami”, nie byłam nigdy na jego koncercie, pewnie nie znam całej twórczości, ale nie potrafię powiedzieć (ani pomyśleć) nic złego o tym wspaniałym człowieku. Same ciepłe uczucia mam do niego. I tak sobie pomyślałam dziś, że chciałabym tak przeżyć życie, by po mojej śmierci ludziom było przykro, że mnie nie ma…

  • Julia ♡

    Też uwielbiam Zbyszka!!! Dzięki Marcin za piękny tekst! Super piszesz!!! 🙂

  • Barbara Kopaczewska

    Piękny tekst, dziękuję 😉 Też najbardziej żałuje, że nigdy nie wybiorę się już na koncert, nie zamienię kilku słów. Niestety dość wcześnie został zabrany do niebiańskiej orkiestry. I gra i śpiewa z największymi jak Młynarski czy Grechuta.