Dom marzeń, czyli pieniądze szczęścia nie dają. :)

5
Udostępnij:

Kochani, moglibyśmy zakończyć tytuł tego wpisu… „ale rachunki same się nie zapłacą” i w zasadzie na tym zakończyć, ale radość z przeprowadzki jest tak wielka, że chcemy się tym z Wami podzielić, więc będzie uczuciowo. 🙂 Mamy dom marzeń! 😉 Nasze miejsce, nasz azyl, nasz kąt. 🙂 Jakkolwiek banalnie to brzmi, te „trochę więcej niż cztery ściany” są od soboty naszym domem. 🙂

Marzenia się spełniają

Dom był od zawsze marzeniem Moni. Dodam – wielkim marzeniem! 🙂 W przygotowaniach do małżeństwa często poruszanym tematem. Nie zawsze zgadzaliśmy się w tym względzie. Wychowałem się na niespełna 50 metrach, jestem przyzwyczajony do bloku i nigdy – poza wakacjami – nie mieszkałem w miejscu, gdzie do ogródka można było wyjść ot, tak, po prostu, kiedy miało się na to ochotę. Bardzo lubię powtarzać, że dom nigdy nie był moim marzeniem, bo… nie urodziłem się z miotłą w ręku. Czysta przekora. 😉 Od kilku dni odkrywam, że sprzątanie albo już niedługo stanie się jedną z moich pasji, albo… jeszcze szybciej zrealizuję swoje marzenie o iRobocie (haha).

Być może dla niektórych posiadanie domu nie jest marzeniem samym w sobie (szanuję to, posiadanie dla posiadania jest patologią), ale trudno mi zrozumieć kogoś marzącego o rodzinie, o zapewnieniu bezpieczeństwa i rozwoju, radości ze wspólnie spędzonych chwil i nie wiążącego tych marzeń z jakimś fizycznym miejscem, nawet na wynajem. Głęboko wierzę, że każdy człowiek takie marzenie ma głęboko w sercu zapisane. Jednocześnie, zdaję sobie sprawę z głębokiej niesprawiedliwości i wielu problemów mieszkaniowych polskich rodzin. 🙁 Tym bardziej, jesteśmy wdzięczni Bogu za ten dar. 🙂

Dom marzeń

Pamiętam jak w zeszłym roku oglądaliśmy z wypiekami na twarzy zmagania kilku rodzin w walce najpierw o własne „M”, następnie o dom marzeń. Mimo, że od kilku dobrych lat nie jesteśmy „telewizyjni”, to jednak ta rywalizacja była dla nas niesamowicie emocjonująca. 🙂 Może dlatego, że Monia jest wierną fanką Doroty Szelągowskiej, a gdy powiedziałem jej, że jest taki program jak HGTV, miała świeczki w oczach (śmiech)? 😉

Od pół roku jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami domu marzeń. Bo każdy dom jest jak z marzeń i snów. Ok, znowu, być może niektórzy posiadanie mieszkania, czy domu rozpatrują w kategoriach „muszę mieć”, „bez tego nie da się żyć”, nie mówiąc o myśleniu „należy się, jak psu miska”, bo i tacy się pewnie znajdą. Dla nas własny dom jest jak spełnienie wielkiego marzenia. 🙂 Szczególnie, że jeszcze rok temu ani ja, ani Monia nie uwierzylibyśmy, gdyby ktoś nam oznajmił: „za rok o tej porze będziecie mieszkać w domu”. 🙂

Mata edukacyjna, czyli Adaś ma tutaj za mało miejsca

Wrzesień zeszłego roku i prezent, dzięki któremu jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. 😉 Ta historia to swojego rodzaju „efekt motyla”. 😉 Wyobraźcie sobie: człowiek spotyka dawną znajomą, ona sprzedaje mu coś dla jego wnuka, okazuje się, że prezent ten ledwo mieści się w pokoju dla niego (dla tego prezentu) przeznaczonym, powstaje w głowie myśl: „może powinniście pomyśleć o większym mieszkaniu?”. Jak się domyślacie, ten ktoś, to dziadek Adasia, tata Moni, który najpierw pozwolił nam uwierzyć w spełnienie tego wielkiego marzenia, a później wymiernie przyczynił się do tego, by to marzenie zrealizować. 🙂

To jest coś z czego cieszymy się chyba najbardziej – przestrzeń dla dzieci. 🙂 Coś, czego sami nie mieliśmy, dorastając w domach z wielkiej płyty. 🙂 Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi, wzruszeni i wdzięczni, że Adaś i jego rodzeństwo (hehe) będą mogli wzrastać w takim otoczeniu. 🙂 My z kolei mamy wielką motywację do pracy, by te nasze „cztery ściany” spłacić. 😉

Tam dom Twój, gdzie serce Twoje

Znacie nas już trochę i wiecie, że – mimo, że znamy wartość pieniądza – coś za co można zapłacić nie jest dla nas najważniejsze. 🙂 W kartonie, na sianie, ale ze splecionymi dłońmi i uśmiechniętymi buziami, rozpaleni Miłością też bylibyśmy szczęśliwi (patetycznie, ale cóż… to jest prawda o ludzkich pragnieniach :)).

Bogu dzięki, że jednak mamy gdzie mieszkać i budować ten WŁAŚCIWY DOM – miejsce, gdzie sadzi się, podlewa, podziwia rozwój i wzrost, a przede wszystkim dzień w dzień pielęgnuje MIŁOŚĆ! 🙂

Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)