Czego nauczyło nas robienie internetów (5 RZECZY) + BONUS

18
Udostępnij:

Cztery miesiące „obecności” w sieci. Dwadzieścia kilka filmów na YT, trzysta postów na IG, kilkadziesiąt postów na FB, kilkanaście wpisów na blogu. Czas na krótkie podsumowanie, wyciągnięcie wniosków, podzielenie się z Wami tym, czego nauczyło nas robienie internetów. Na koniec bonus w postaci statystyk pierwszego miesiąca życia tego bloga. 🙂

Fani na „dzień dobry”

Zacznijmy od tego, że gdyby nie Wasze zaangażowanie w oglądanie i komentowanie naszych filmików ślubnych, to po pierwsze: w ogóle by nas tu nie było, po drugie: Monia nie przekonałaby się, że Internet ma taką moc. Monia, bo ja – po kilkunastu latach spędzonych w sieci (niedługo minie 18 lat), w tym pracy dla kilku agencji, czytający zagraniczne serwisy, pewnych trendów się spodziewałem. Np. tego, że na polskim Instagramie nastąpi zalew #instamatek, czy #fitludzi. Wiedziałem, ale miałem to gdzieś. Dość powiedzieć, że dwa lata temu skasowaliśmy z telefonów Insta. Przez ten okres szczyciliśmy się mianem „wolnych ludzi”. Nie, to nie tak, że teraz jesteśmy zniewoleni (chociaż często sobie wzajemnie powtarzamy: „odłóż ten telefon”) – zmieniła się jednak nasza optyka. Nie patrzymy na social media już tylko jak na zło konieczne, kolejny etap w rozwoju (lub degradacji) ludzkości, ale jak na szansę bycia z ludźmi. Towarzyszenia im w codzienności. Bo do naszej obecności w sieci podchodzimy jak do zadania. Jasne, że wielokrotnie przekonaliśmy się, że to przyjemne (szczególnie wtedy, kiedy płyną do nas podziękowania za „inspirację”, „uśmiech na twarzy”, „przywracanie nadziei”), ale to robienie internetów wcale nie przychodzi nam bez trudu. 🙂

Czego nauczyło nas robienie internetów?

Jak w krótkim czasie zbudować społeczność na YouTube?

Doskonale pamiętamy nasze zaskoczenie, pomieszane ze wzruszeniem, kiedy pod naszymi filmami zaczęły pojawiać się komentarze nieznajomych osób. 🙂 Niektórzy myśleli, że jesteśmy studiem filmowym, inni sądzili, że organizujemy wesela, reszta po prostu zachwycała się tym, co nam wydawało się normalne – ślub jak ślub (tylko nasz, dlatego się wzruszamy!). 😉 Okazało się, że Reżyser tych filmów chciał, żeby dotarły do tak szerokiego grona. Innego wytłumaczenia nie mamy. Pomyśleliśmy: co z tym „fantem” zrobić? Czy my w ogóle nadajemy się do tego, żeby coś z tym zrobić? Jakże często uciekamy w takie niczym nieuzasadnione lęki i usprawiedliwienia przed zrobieniem czegoś, co jest pragnieniem serca. Osobiście długo powtarzaliśmy refren: trzeba zająć się pracą, Adasiem, „poważnymi rzeczami”. 😉 Ale subskrybcji ciągle przybywało… Gdyby tego było mało, ciągle pytaliście w komentarzach, czy mamy insta, fesja, snapa i prosiliście o vlogi. 🙂 W ciągu całego 2016 roku kanał Początek Wieczności zasubskrybowało niespełna 4000 użytkowników. Nam było wręcz głupio. Dlaczego? Wielu ludzi czy inicjatyw, tworzących naprawdę wartościowe treści często gęsto może tylko marzyć o takiej liczbie odbiorców. My dostaliśmy ich za darmo. Nie chcieliśmy, a dostaliśmy… 🙂 Nie mówiąc o tym, że po tych 4 miesiącach jest Was 10 tysięcy więcej.

Jak w kilka miesięcy zbudować społeczność na Youtube?

Czego nauczyło nas robienie internetów

Wracając do tytułu posta, jesteśmy kilka miesięcy starsi, kilka kilogramów lżejsi (Haha, Monia mówi: „Zależy kto”), kilka znajomości bogatsi, kilkanaście tysięcy uśmiechów szczęśliwsi, ale po kolei…

1. Szczerość popłaca

Warto być sobą. To – jak sądzę – ogólnożyciowa zasada. Nie wszyscy ją stosują, próbując być kimś zbudowanym z oczekiwań innych. W Internecie o to o wiele łatwiej. Ktoś nazwie to sprzedawaniem siebie, kto inny bardziej dosadnie. I tu uwaga: NIE UDAJEMY IDEALNEJ RODZINY, ale też nią nie jesteśmy. 😉 Promujemy małżeństwo i rodzinę z ich blaskami i cieniami, ale jednak promujemy. 🙂 Dzięki Bogu mamy szerokie uśmiechy i pozytywne nastawienie do życia, a także wiarę w niemożliwe, więc czasem możemy wydać się (szczególnie na Insta) zbyt cukierkowi, „amerykańscy”, a nasze życie wieczną bajką usłaną różami (bełt). 🙂 Tu, na blogu, robię co mogę, by do tej beczki miodu, wrzucić od czasu do czasu łyżkę dziegciu. Mam nadzieję, że skutecznie. 😉

2. Dobry aparat to podstawa

Aktualnie zmagamy się z kontuzjami swoich iPhonów. Monia stwierdziła, że sprawdzi jego wytrzymałość w starciu z płytkami, w moim aparat nie działa od kilku dobrych miesięcy. Czyli na 4 aparaty w telefonach dobrze działa tylko jeszcze jeden. Na razie nie planujemy zmiany, więc musimy się przemęczyć (problemy ludzi pierwszego świata). Na szczęście mamy dwa aparaty. Jednym nagrywamy vlogi. Drugim robimy zdjęcia. Co jednak ma znaczenie, szczególnie na instagramie. 🙂

3. Warto bywać

Kiedyś usłyszałem powyższy tekst od mojego managera sprzedaży. I to prawda, która ma odniesienie nie tylko do świata offline. Cały czas uczymy się (czyt. Marcin) „socjali”, zatem i tego, gdzie warto umieścić swój profil (od wczoraj jesteśmy na Hash.fm), czy jak ważna jest rozpoznawalność w branżuni (na tę chwilę mamy oczywiście świadomość, że jesteśmy „zbyt młodzi”, by znali nas blogerzy przez duże B). Inną sprawą jest to, że nie da się żyć tylko online. Kto czytał opis naszej wyprawy do Warszawy wie, że poznaliśmy tam ludzi, którzy – zupełnie szczerze – mogą pośrednio lub bezpośrednio pomóc nam w dotarciu do jeszcze większego grona odbiorców. 🙂

4. Mniej znaczy więcej

Usłyszałem niedawno o procederze, który stosują #instamatki – by zwiększyć zasięgi, kupują followersów. Szok i niedowierzanie! 😉 Praktyki stare jak świat (czyli od momentu powstania Facebooka), dobrze że od niedawna tępione zarówno przez firmy jak i przez samych użytkowników. Cóż, niekiedy ludzie są zaskoczeni, kiedy mówimy, że działamy od 4 miesięcy. Z drugiej strony widzą: średnio 35% naszych instaśledzących klika serduszka (czyt. ANGAŻUJE SIĘ) przy naszych treściach, czasem nawet 10% (czyli prawie wszyscy do których post dociera?) lubiących nasz profil na fejsie klika lubię to. 🙂 Czasem śmiejemy się, że Adaś nie śpi w nocy, żeby Monia miała co wrzucać na Insta Story, ergo: angażować #instaciocie. W każdym razie, czasem naprawdę mamy wrażenie, że jesteśmy jedną wielką rodziną. A propos…

5. Początek Wieczności to TY, TY i jeszcze TY! 🙂

To ostatnia, ale najważniejsza rzecz. Lekcja życia dla nas, dana przez Was. 🙂 Lubimy to powtarzać, bo to prawda – gdyby nie Wasze zaangażowanie, nie byłoby naszego działania. Nie mówimy o Instagramie, Facebooku, czy YouTube, mówimy o planach i realizacji marzeń Gomułeczków (nabierają one coraz bardziej rzeczywistych kształtów, ale o tym wkrótce). 🙂 W każdym razie jeśli to czytasz, drogi Czytelniku, to do Ciebie kierowane są te słowa: DZIĘKUJEMY za te pierwsze 4 miesiące tej niezwykłej przygody! 🙂 Za każde wyświetlenie, przeczytany tekst, komentarz, kliknięte serduszko, czy lubię to, wysłaną wiadomość czy obszerny mail. 🙂 Dziękujemy, bo to Wy tworzycie Początek Wieczności! Cieszymy się, że możemy to robić wspólnie. 🙂

Statystyki początkujących blogerów

Na koniec obiecany BONUS. Poza powszechnie dostępnymi danymi są takie, o których wiedzą tylko ci, którzy mają dostęp do narzędzi pomiarowych. Choć Google Analytics do doskonałych pod tym względem nie należy, jest powszechnie znany i daje pewien obraz sytuacji, stanowi dla wielu punkt odniesienia. Nie chcemy, żeby to zostało odebrane, jak chwalenie się (zresztą, ta grafika trafi niedługo do działu Współpraca), ale obserwując statystyki tego bloga na przestrzeni pierwszego miesiąca od dnia jego publikacji można odnieść wrażenie, że komputery Google się zepsuły. Resztę pozostawimy bez komentarza. Modlimy się, by to nie były tylko dobre złego początki. 😉 W każdym razie, raz jeszcze: DZIĘKUJEMY! 🙂

Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)