UWAGA, to grozi każdej rodzinie! Chcecie poznać lekarstwo? :)

0
Udostępnij:

Posiadanie kochającej rodziny, na którą będę mógł liczyć w każdej sytuacji życiowej to bez dwóch zdań jedno z najbardziej szczerych dążeń serca człowieka. Czy jednak “nowoczesny” model rodziny może być odpowiedzią na tego rodzaju pragnienia?

Klikalność ważniejsza niż treść

Zacznijmy od tego, że obserwowane od lat degenerujące zmiany w strukturze rodziny to konsekwencja wielu czynników. Rewolucja obyczajowa związana przede wszystkim z odrzuceniem tabu seksualnego, w ślad za nią powszechność antykoncepcji i co do zasady odrzucenie wartości chrześcijańskich spowodowało, że małżeństwo nie jest już traktowane jako święte i nierozerwalne, rozwód to coraz częściej spotykana “szczególna” okoliczność, a dziecko nie jest darem tylko własnością, z której można w każdej chwili zrezygnować.

Media, które troszcząc się o oglądalność i “kliki” nie zważają na szkodliwe treści wypełniające życie rodzin już nie tylko na zachodzie Europy. Zresztą, na media spoglądam w tym kontekście nieco szerzej. Co innego media klasyczne, co innego Internet z nieograniczonym dostępem do nasączonych relatywizacją, przemocą i erotyką treści, które działają destrukcyjnie, zatruwając serce rodziny – miłość, wierność i uczciwość małżeńską.

Cicha apostazja Europy

Rodzina to, głęboko w to wierzę, najcenniejsze dobro ludzkości i będąc zatroskanym o to dobro trzeba stale pomagać tym, którzy znając jej wartość, chcą pozostać jej wierni. Pomimo niepewności poszukują prawdy, ciągle potykając się o przeszkody w realizowaniu Bożej wizji rodziny. Przeszkody, które stawia świat – napiszę wprost – odrzucający Jezusa Chrystusa.

Odwiedzający Polskę w ubiegłym roku kard. Sarah powiedział: Zachód przechodzi kryzys, organizuje rebelię przeciwko Bogu. Jest to cicha apostazja Europy, wycofanie się z wiary chrześcijańskiej. Smutne jest, że bogactwo i technologia wystarczają ludziom.

Mimo, że 90% z nas deklaruje się jako osoby wierzące, to z życiem wiarą ma to niewiele wspólnego. Ostatnie wyniki dominicantes i communicantes zdają się potwierdzać gorzką prawdę o polskim “katolicyźmie deklaratywnym”. W 2016 roku 36,7 proc. katolików wzięło udział w niedzielnej Eucharystii, a do Komunii Świętej przystąpiło 16 proc. Pal sześć “chodzenie do kościoła”. Co z tymi wszystkimi rodzinami ochrzczonych, którzy po prostu nie prowadzą życia duchowego?

Ślub kościelny nie wystarczy

Od pewnego czasu towarzyszymy z żoną zarówno tym, którzy do założenia rodziny się przygotowują, jak i tym, którzy te rodziny od lat tworzą. Widzimy zatem z bliska jak wiele par dotyka niezrozumienie istoty małżeństwa. Stąd już bardzo prosta droga do wyjałowienia życia rodzinnego. Idę o zakład, że gdyby nie presja rodziny, swego rodzaju tradycja, czy dziewczęce marzenia o białej sukni i dźwiękach marszu Mendelssohna, kościoły przestałyby pełnić rolę miejsc wynajmowanych do przeżywania uroczystej ceremonii… z Bogiem-statystą.

Tak pojmowany “ślub kościelny” zasadniczo nie różni się od ślubu w urzędzie stanu cywilnego. Tymczasem sakrament małżeństwa zaprasza Boga do centrum naszego życia. Jest prośbą skierowaną do Kościoła nie tyle o błogosławieństwo, ale przyzwoleniem by to Bóg był w naszej rodzinie Alfą i Omegą, Pierwszym i Ostatnim. Nie tylko w dniu ślubu, ale każdego dnia naszego już wspólnego, ziemskiego życia i w wieczności. Bo celem życia każdej katolickiej rodziny jest świętość jej członków, prawda (sic!)? Bez tej zgody na panowanie Jezusa Chrystusa może się okazać, że fundament położony pod najważniejszą budowę naszego życia nie wytrzyma nawałnic, które prędzej czy później uderzą w nasz dom.

Nowoczesny model rodziny

Czy jednak ta gorzka wizja przyszłości małżeństwa i rodziny jest uzasadniona? Statystyka jest bezwzględna. W krajach zachodniej Europy rozpada się większość małżeństw, związki nieformalne są normą, a dzieci wychowują się w rozbitych rodzinach. Do niedawna można było sądzić, że te problemy dotykają tylko Europy Zachodniej. Wystarczy jednak rozejrzeć się w pracy, w szkole, na uczelni, czy nawet na niedzielnej mszy świętej, żeby zobaczyć, że to rzeczywistość, która może dotknąć każdego z nas.

Pamiętam mój szok, gdy znajomy dominikanin, przygotowujący do pierwszej komunii świętej dzieci w jednej z podkarpackich parafii oznajmił, że na 120 rodzin tych Bogu ducha winnych dzieci aż 80% to rodziny niepełne, z rodzicami żyjącymi w konkubinacie, czy przechodzące poważny kryzys. Pewnie nie zdziwiłbym się, gdyby chodziło np. o Warszawę, czy inny wielkomiejski ośrodek, ale w małej miejscowości? To pokazuje z jakim problemem trzeba nam się mierzyć.

Skoro bowiem rodzina jest podstawową komórką społeczną, w której panuje wzajemna miłość, dążenie do jedności i przebaczenie, której zadaniem jest również rozpalenie tych wszystkich cnót w dzieciach, to trzeba nam odważnie postawić pytanie, czy współczesny, „nowoczesny” model rodziny jest w stanie zadośćuczynić takiej definicji? Nie trzeba być naukowcem, żeby ze smutkiem stwierdzić, że systemowa rfezygnacja z odpowiedzialnej miłości, stawianie na niedojrzałość i brak poszanowania życia ludzkiego jest drogą prowadzącą do zatrucia serca każdej rodziny, która się temu szaleństwu podda.

Lekarstwo dla całej rodziny

Wiele chorób ma to do siebie, że zjawiają się w najmniej oczekiwanym momencie, zaskakując nas. Kiedy przy włączonym telewizorze, rozłożeni na kanapie naszego życia “czujemy się dobrze”, możemy jednocześnie nie poczuć, że serce naszej rodziny jest zatruwane. Dlatego każda choroba trawiąca rodzinę ma swoje przyczyny w braku zaangażowania i myślenia o drugim, a mówiąc językiem ewangelicznym – w braku czujności.

Tymczasem czujne serca są dla rodziny tym, czym działające na zatruty organizm lekarstwo – warunkiem koniecznym do tego, byśmy w obecnych czasach nie tylko prze-żyli, ale jako chrześcijanie żyli w pełni. Jesteśmy katolikami, korzystajmy zatem regularnie z przepisanych przez Kościół lekarstw i nie przekładajmy ciągle wizyt u Specjalisty. W przeciwieństwie do polskiej służby zdrowia, On zawsze ma dla nas termin i zna na wyrywki historie wszystkich naszych chorób. Stworzył nas, stworzył rodzinę, wie jak o nią zadbać. Wystarczy Mu zaufać.

Udostępnij:

Był umarły, a znów ożył. Pisze to tu, to tam. Z umiarkowanym parciem na szkło. Uczy się kochać. Mąż cudownej Żony. Tata rocznego Ancymonka. Uwielbia muzykę, sport i makaron. Często powtarza: "Bóg Cię kocha!". :)